Untitled Document
WIERSZ NIESKOŃCZONY
Najcudowniejsze widoki pojawiają się zawsze o zmierzchu kiedy oczy miast rozkwitają fioletem czystszym niż zmatowiała od żaru przestrzeń
Wydeptując z uporem płaty chodnika przed domem
towarowym
niecierpliwię się zanim przyjdziesz upraszczając krajobraz
Podbiegasz w pewnej minucie
i oczy moje łagodnieją na twój uśmiech
W tym milczeniu zgrzyt zamka jest serdeczny objawia nagłą bliskość której nie przeczuwasz
Tu jest twoje krzesło a tu moje
Drobne kwiaty rozwijają się w twoje piersi które znam
Idziemy do siebie powoli i stanowczo
Stwarzamy ład najcudowniej objawiający się
o zmierzchu kiedy płaty chodnika niecierpliwią mnie zanim
przyjdziesz
Miasto podnosi śpiew
NA PRZEDMIEŚCIU
KONSTATACJA
Na przedmieściu już nie syfon lecz brak syfonu układa rni gardło do krzyku
Ten który zlicza poległych godny jest świec albowiem ciało próchnieje
Wszystkie soki w te dachy podchodzą ze ranie
Świadectwem czasu bywa siup do ogłoszeń
Okap słonecznika z wydziobanymi kawałkami papy Zwołuje szkielety anten obrosłe w chmury i w błękit
Z dachu nad głową jest chłodna radość Najpiękniejszy piec rozkwita płatami dłoni Głód budzi wnętrza dzieci W żołądkach ruder czas trawi ludzkie mięso
Rozsypani po norach chwieją swoje ciała wokół stołów
Zapadłe tapczany jak grzbiety chudych koni
Uginają się pod ciężarem
Czerwień pierzyn chroni ciepłą męskość
|